Teatr dokumentalny

NUR. Zapiski afgańskie

performing reportage
czyli
reportaż na żywo

fotografia, film, opowieści
pieśni i głosy Afganistanu

autor i storyteller: Monika Bulaj
reżyser: Daria Anfelli

“Pojechałam do Afganistanu, żeby zobaczyć jak wygląda Kabul, bo nie wiedziałam. Moje oczy były wypełnione medialnymi ikonami wojny: kurz, trupy bez głowy, żywi bez nóg, zasieki, czołgi, strach pomyśleć, ludojady.
A jak Kabul wygląda? Czym pachnie? Usłyszę nocą bul bul, czyli słowika? Jak brzmi rubab na wysokościach? Czy wciąż z wioski do wioski wędrują poeci? Usłyszę wędrownych pieśniarzy? Spotkam kalandarów?  Jak wyglądają mieszkańcy Kabulu? Płaczą? Smieją się? W ilu językach śnią? I o czym? Jak grzeją zimą domy? Czego się najbardziej boją?
Ikony zła stają się alibi wojny i właśnie dlatego są fabrykowane z takim zapałem. Sztuczka polega na tym, by wypełnić obrazami grozy pierwsze strony gazet, by przestraszyć, zapędzić w zastawione sidła.
Gdy z obrazu znika człowiek, jego miasto można bombardować, jak Sarajewo, Grozny, Wukowar. A migające na ekranie cienie, jak w przypowieści Platona o jaskini, są jedyną wersją rzeczywistości. Są ludzie pierwszej i drugiej kategorii, jak wagony kolejowe, i ci jeszcze mniej ludzie, ze stemplem “efekty uboczne”, odpadki bez rąk i nóg a jeśli już w całości, to bez twarzy, niczym sylwetki z obrazów Magritte’a.

(…)

– Kaaba jest w sercu tego, kto nic nie ma. Chodź ze mną.

Sadza mnie przy sobie,  przy mihrabie wskazującym Mekkę, duchowy kierunek modlitwy każdego muzułmanina.  Naprzeciw nas siedzi tłum mężczyzn. Patrzą na mnie a ja na nich. Meczet wypełnia się, jest już ze dwieście osób.

Nagły krzyk. W głębi sali chudy brodacz woła, że tu jestem a nie powinnam być. Nie wiem co zrobić. Wyjść nie wyjść.  Siedzę, rzeczywiście, dziwnie. Tak z przodu. Naprzeciw wszystkich. Obok mihrabu. Wszystko jest zasłonięte jak trzeba, stopy, włosy, nadgarstki, ale tak w meczecie, obok szajcha siedzieć, kto to widział.

A oni proszą, by on wyszedł, nie ja, szajch prosi, wszyscy proszą. Wychodzi. Talib, mówią. Poszedł sobie. I po co się tak złości. Szajch opowiada wszystkim, dlaczego tu jestem, kim jestem, i długo modli się za mnie, za mój kraj, za cały Zachód. Jego mowa jest nagłaśniana a głośniki znajdują się również na zewnątrz budynku. Bardzo głośne głośniki. A tam też dużo ludzi. Meczet wypełnił się po brzegi. Opowieść o chrześcijance w meczecie, o Polsce, o moich spotkaniach z innymi nauczycielami, o mojej babci, idzie po całym cmentarzu, do grobu barda Afganistanu, w dolinę, do jeziora, do miasta. Cała chanaga płacze, kilkuset mężczyzn we łzach. Siedzimy, patrzymy sobie w oczy, płaczemy. Już o nic nie pytam. Zamykają oczy i zaczynają zikr bez słów. Ja też zamykam oczy”. (fragment książki i spektaklu „Nur. Zapiski afgańskie”)

Obrazy przywołują opowieści, opowieści odwołują do spojrzenia – a raczej spojrzeń – oraz spotkań, światła, pejzażu, w którym leika Moniki, niczym magiczna brama otwiera przesłonę, by umożliwić nam poznanie Afganistanu, nie przestającego zdumiewać bogactwem sprzeczności.
Słowa płyną razem z fotografiami, łączą się, nawarstwiają, a każdy kolejny szczegół rozpoczyna narrację. Bohaterowie ofiarowują się spotkaniom, pozwalają się zbliżyć, dotknąć, poznać, gdy Monika przędzie tkaninę, która owinie widza uściskiem Azji, jego pyłem, światłem, łańcuchem dawnych i współczesnych losów ludzi, żyjących pomiędzy pięknem a terrorem.
Nasz spektakl opowiada tę podróż w 67 minut, w aranżacji słów, muzyki, filmu, dźwięków zebranych w Afganistanie oraz – fotografii, w reportażu na żywo, odsłaniającym  Afganistan nieoczywisty, daleki i obojętny medialnemu show-u. Daria Anfelli

Wideo zostało zrealizowane przez Francesca Comello podczas włoskiej premiery spektaklu  „Nur. Zapiski afgańskie” w byłym klasztorze świętego Franciszka w Pordenone.